Historia, którą
poniżej opiszę, być może wywoła kontrowersję, być może kogoś zezłości, a może
da do myślenia i zachęci do twórczego działania. Istnieje też scenariusz, że
czytelnik przejdzie obok niej obojętnie i zamknie się w swoim wirtualnym
świecie, lajkując na Facebooku zdjęcia z kotkami lub informując znajomych, co
dzisiaj zjadł na śniadanie. Nie oczekuję też, że artykuł będzie odebrany jako
bomba inspiracji i motywacji, ale gdzieś tam w środku mam cichą nadzieję, że
skłoni do pewnych przemyśleń i sprawi, że będzie nam się bardziej chciało
działać.
Historia, którą
poniżej opiszę, być może wywoła kontrowersję, być może kogoś zezłości, a może
da do myślenia i zachęci do twórczego działania. Istnieje też scenariusz, że
czytelnik przejdzie obok niej obojętnie i zamknie się w swoim wirtualnym
świecie, lajkując na Facebooku zdjęcia z kotkami lub informując znajomych, co
dzisiaj zjadł na śniadanie. Nie oczekuję też, że artykuł będzie odebrany jako
bomba inspiracji i motywacji, ale gdzieś tam w środku mam cichą nadzieję, że
skłoni do pewnych przemyśleń i sprawi, że będzie nam się bardziej chciało
działać.

